| |
Mszczonów w elicie orkiestr Starego Kontynentu
( Korespondencja własna z Niemiec)
Rasteder Musiktage ( Dni Muzyczne Rastede) należą do najważniejszych europejskich przeglądów orkiestr dętych, kapel i zespołów folklorystycznych. Tegoroczny festiwal był dodatkowo jeszcze wyjątkowy, bo Rasteder Musiktage obchodził niezwykle uroczyście swój jubileusz 50-lecia. Z tej okazji do małego, ale uroczego miasteczka na północy Niemiec w Dolnej Saksonii zjechało ponad 60 zespołów aż z 10 państw europejskich: Austrii, Bułgarii, Czech, Dani, Francji, Holandii, Niemiec, Norwegii, Polski i Węgier Zaproszono najlepszych z najlepszych. Łącznie na stadionie i w hali miejskiej wystąpiło ponad 3000 artystów. Polska była reprezentowana przez trzy orkiestry dęte i jeden zespół ludowy. Zaszczytu reprezentowania naszego kraju w tym trudnym festiwalu dostąpiła Orkiestra Dęta OSP Mszczonów. W trudnej konkurencji, w rywalizacji często z zawodowymi muzykami, strażacy mszczonowscy zajęli siódme miejsce w kategorii koncertowej i trzynaste w przemarszowej. Wyprzedziły nas tylko znakomite kapele niemieckie i austriackie.
Oprócz tego Orkiestrze OSP Mszczonów przypadł dodatkowo honorowy zaszczyt uroczystego zainaugurowania swoją grą i tańcem jubileuszowych 50 Rasteder Musiktage oraz ich zakończenia. Festiwal miał nieprzypadkowo dwa otwarcia. Rano 1 lipca przed ratuszem miejskim wystąpiła francuska, marynarska „ Le Cenomans”. Po południu podczas otwarcia w hali miejskiej zagrała Orkiestra OSP Mszczonów. Jak powiedział burmistrz Rastede Dieter Decker, było to przypomnienie Niemcom o jakżeż ważnym pojednaniu z sąsiadami. Niemcy najpierw pojednali się z Francuzami, a niedawno z Polakami. Stąd na powitaniu był akcent francuski oraz polski. Występ naszych muzyków i towarzyszących im marżonetek na stadionie przed samymi finałem festiwalu, należy odczytać jako specjalny gest organizatorów pod naszym adresem. Dzięki tym gestom oraz udziale orkiestry z Mszczonowa w dwóch konkursach i prezentacjach nazwa Mszczonów była często w Rastede słyszana i pozostanie tam z sympatią zapamiętana.
Mosty ponad granicami
Zanim muzycy zaczęli swoje zmagania, Rastede i okoliczne wioski, gdzie mieszkali uczestnicy, rozbrzmiewały non stop dźwiękami marszów. Orkiestry w pełnym rynsztunku maszerowały paradnie ulicami na stadion i halę, a mieszkańcy serdecznie ich pozdrawiali. Honorowy patronat nad jubileuszowym festiwalem objął książę Oldenburga Anton Guenther. Do swojego pałacu na lampkę słynnego rodowego wina Oldenburgów książę zaprosił organizatorów oraz delegacje poszczególnych zespołów. W swoim przemówieniu Jego Wysokość podkreślił konieczność budowania mostów porozumienia ponad granicami państwowymi i politycznymi. Stwierdził, iż takim znakomitym językiem porozumienia ludzi jest właśnie muzyka, dzięki której można sobie wszystko przekazać. Tę rolę „mostu” festiwal w Rastede pełni udanie od pół już wieku i ma zamiar pełnić udanie nadal.
Z obszerną historią Rasteder Musiktage zapoznał zebranych główny szef festiwalu Ralf Geveke, który jednocześnie przywitał i pożegnał gości. Pan Rolf organizacją festiwalu zajmuje się od 23 lat i tegoroczny będzie jego ostatnim. Pałeczkę głównego organizatora przekazuje młodszemu koledze. Zebrani pożegnali R.Geverke owacyjnymi brawami. Takie same otrzymał później od kilkunastotysięcznej publiczności na stadionie.
Spotkanie w pałacu księcia Oldenburga miało miejsce w sobotę wczesnym popołudniem. Zaraz po nim zaczęły się konkursowe przesłuchania, a na wieczór zaplanowano na miejskim stadionie przemarsz wszystkich uczestników i wielką galę. Orkiestry wkraczały na murawę w całej gali swoich barwnych ubiorów, przy pełnym brzmieniu instrumentów i z dodatkowymi pokazami musztry. Robiło to naprawdę imponujące, niesamowite wrażenie, a zauroczona publiczność klaskała bez opamiętania. Spiker zapowiadał każdy wchodzący zespół. Kiedy już wszyscy po prezentacji ustawili się na murawie, na stadion wkroczyła gwiazda wieczoru czyli Oestereicher Musikvereine. Orkiestra o tej nazwie pochodzi z trzech miast Austrii i liczy łącznie ponad... 500 muzyków. Na stadion weszło więc marszowe tornado i siłę jego grania czuć było na trybunach. Orkiestra gigant zagrała najpierw hymny narodowe Niemiec i Austrii, a następnie wykonała fantastycznie, wręcz porywająco pod batutą kapelmistrza Stephana hymn Europy „Odę do radości”. Później przez prawie pół godziny był fenomenalny pokaz ogni sztucznych, jakiego dotąd w życiu nie widziałem. Członkowie naszej orkiestry, którzy oglądali pokaz z płyty stadionu, rozgorączkowani wręcz opowiadali, jak czuli podmuchy rozrywających się w fantastyczne figury nad ich głowami fajerwerków.
Także po naukę
Kiedy w hali miejskiej orkiestra nasza czekała na konkursowe przesłuchanie razem z dyrygentem Jackiem Zielonką mogliśmy słuchać konkurentów. Momentami przy słuchaniu Niemców, Norwegów, Austriaków czy Holendrów miało się wrażenie, że to gra znakomita orkiestra symfoniczna. Widać było profesjonalizm muzyczny i znakomite przygotowanie. Niektórzy porywali się na kanony muzyki poważnej i grali np. operowe uwertury Verdiego, inni prezentowali swoich narodowych kompozytorów. Polacy zagrali fragment muzyki Kilara (poloneza) do filmu „Pan Tadeusz” i wiązankę melodii ludowych. Na tle profesjonalistów my amatorzy wypadliśmy tutaj nienajgorzej i takie też było zdanie jury, przyznające orkiestrze OSP siódme miejsce w swojej kategorii.
Konkurentów można było podglądać nie tylko na koncertach w hali, ale też podczas przemarszów i prezentacji na stadionie. Czasami i na parkingu przy autobusie, gdzie np. trenowali na bębnach Holendrzy. Zazdrość naszych wzbudzały głównie instrumenty doskonałej klasy oraz doprowadzone do perfekcji pokazy musztry i choreografii. Nasza szefowa marżonetek z zainteresowaniem patrzyła na występy Czechów, gdzie orkiestrze towarzyszyły aż trzy wiekowo zróżnicowane grypy tańczących dziewcząt, a najbardziej, jak się okazało, otwierały serca publiczności najmłodsze, malutkie dziewczynki. Mszczonowskie marżonetki, piękne dziewczyny występujące z kolorowymi pomponami też otrzymywały brawa, a kiedy podczas finału schodziły paradnie z płyty, były to brawa entuzjastyczne. Niemniej po wyjeździe do Rastede już myśli się i u nas o rozbudowaniu sekcji marżonetek. Są też pomysły o wzbogacenie brzmienia samej orkiestry przez rozbudowę instrumentarium.
Jacek Zielonka i inni członkowie orkiestry mówili mi w drodze powrotnej z Niemiec, że aby zrównać się poziomem z czołowymi orkiestrami Europy, trzeba u nas w Polsce zasadniczo nie tylko pieniędzy, ale przede wszystkim innego podejścia społecznego, zwłaszcza pracodawców. Na Zachodzie jak ktoś gra w znanej orkiestrze, to jest z tego nie tylko on sam dumny, ale jego miasto, jego pracodawca. U nas ludzie grający raczej się nie chwalą swoim hobby, swoją pasją. U nas bowiem pracodawcy niechętnie patrzą, jak ktoś ma jeszcze czas na inne niż praca zainteresowania. Bez odpowiedniego klimatu i zmiany podejścia nie będziemy mieć dostatecznie czasu na treningi, na ćwiczenia, które dają mistrzostwo – mówili Mszczonowianie, którzy jednak nie dali się konkurentom i zaznaczyli pięknie nasz akcent na prestiżowym festiwalu w elicie orkiestrowej Starego Kontynentu.
Ponieważ dziś jest modne publiczne patrzenie na wydatki, na koniec chcę powiedzieć, że udział w festiwalach muzycznych orkiestr jak np. w Rastede - uczestnicy opłacają sami. Sami składają się na wpisowe, wyżywienie i transport. Spanie jest bezpłatne, ale śpi się na salach gimnastycznych na własnych, przywiezionych materacach i śpiworach. Wyżywienie, żeby było taniej, gospodarze zorganizowali w ogromnym namiocie i był on również ciekawym miejscem integracji w tej „wieży Babel”.
Krzysztof Ptaszyński
Fot. Andrzej Oklesiński
| |