strona główna  do ulubionych  jako startowa  do druku  poleć stronę  kontakt
New Page 1

             
 

 

 szukaj na stronach serwisu 

 aktualizacja:  2009-10-30 11:29:42

Prasa o Mieście
Prasa o Mieście i Gminie
Aktualnosci  Wiadomości z Urzędu (807)

następny dział   

Wspomnienia o Krzysztofie Ptaszyńskim
 
  W minioną sobotę 17 marca pożegnałem Krzysztofa Ptaszyńskiego, mojego serdecznego kolegę, przyjaciela, którego wcześniej poznałem jako nauczyciela, dziennikarza, niespokojnego ducha nieustannie biegnącego na spotkanie nowych wyzwań i ciekawych ludzi, a przede wszystkim człowieka posiadającego cholerny apatyt na życie. W czasie jednego z grudniowych spotkań opowiadał mi, niemal z wypiekami na twarzy, o tym, że musi wyzdrowieć i to nie kiedyś tam, ale już teraz, jeszcze przed tegorocznymi wakacjami, na które to zaplanował wyprawę do Ameryki Łacińskiej, obmyślał trasę podróży i plan reportażu. Niestety życie skreśliło inny scenariusz.
Krzysztofa poznałem jeszcze jako kilkunastoletni uczeń szkoły podstawowej, kiedy to do naszej szkoły przyszedł nowy Pan od języka polskiego, który swoją osobowością i metodami zdecydowanie różnił się od innych szarych i przaśnych postaci lat wczesnego Gierka. Chodził w jeansach, miał bardzo długie włosy i w odróżnieniu od większości tych, którzy palili „Sporty” czy „Klubowe”, był palaczem na tamte czasy mocno ekscentrycznym, bo palił fajkę. Pamiętam, że z tego powodu szybko otrzymał od uczniów przydomek FAJA, a kiedy wychodził po lekcjach ze szkoły zawsze podążała za nim grupka młodzieńców chcąca poczuć zapach palącego się tytoniu.
Był nauczycielem stosującym inne metody niż jego ówcześni koledzy, potrafił na jednej lekcji niemiłosiernie odpytać delikwenta przy tablicy, by na następnej godzinie, jeżeli miał tzw. okienko, założyć szorty i trampki i razem z tym samym chłopakiem grać w jednej drużynie, stając się jeszcze jednym szalonym nastolatkiem biegającym po boisku za piłką, umiejącym powiedzieć „sorry panowie”, kiedy po prostu spartolił zagranie. Niestety Pan od polskiego miotany przez niespokojne duchy, chyba po dwóch latach, wyjechał pozbawiając szkołę swoistego kolorytu.
Ponownie Krzysztofa spotkałem po latach, kiedy razem pracowaliśmy w żyrardowskim PEC-u. Tu na dobre poznałem Krzyśka, dużo razem pracowaliśmy. W tym samym czasie Krzysiek wznowił publikowanie na łamach „Życia Żyrardowa”, pamiętam, że w czasie powrotu z katowickich targów ciepłowniczych powstał pomysł na felieton ,,Piórem Ptaka”, tak więc stałem się niejako świadkiem narodzin rubryki, od której wielu czytelników rozpoczynało i na której kończyło lekturę tygodnika.
Narodziły się wtedy dwie postaci medialne Ptaku i Wielki Brat, który stał się jednym z głównych bohaterów cotygodniowych felietonów. Pamiętam z jaką zajadłością gromił w swoich felietonach małostkowość i głupotę, cechy, których zawsze się brzydził, a czasem bardzo delikatnie, niemal po ojcowsku, dawał pstryczka osobie publicznej, pokazując, że tak postępować nie wypada. W publikowanych felietonach najbardziej było widać, że nie szuka taniego poklasku, był zadziorny i wyrazisty, był jakiś. Uwielbiany przez jednych i przeklinany przez innych, jednak nigdy nie pozostawał dla czytelników obojętny.
Myślę, że również pod wpływem osobowości Krzysztofa mój starszy syn zainteresował się pisaniem. Z perspektywy czasu widzę, że chłopak miał wielkie szczęście, że trafił na tak wspaniałego belfra. Ileż to razy Krzysztof udzielał mu wskazówek i rad, traktując jak młodszego kolegę po piórze, chwalił, ale kiedy trzeba było napominał i wskazywał błędy, nigdy nie ośmieszał. Niewątpliwie był osobą, która w znaczny sposób pomogła mi w wychowaniu syna i to, że w chwili obecnej studiuje na UW filologie polską i publikuje w miejscowej prasie jest w dużej mierze zasługą Krzysztofa.
Dzisiaj jest niedziela, zawsze w sobotę i niedzielę spotykaliśmy się lub dzwoniliśmy do siebie. Jeszcze nie potrafię uwierzyć, że Pan Redaktor nie odbierze telefonu, nie usłyszę tradycyjnego zwrotu „z najwyższą przyjemnością”, nie zapyta co spsocił młodszy syn i tylko sobie znanym językiem porozmawia z gaworzącym dwulatkiem.
Kiedy w sobotę po pogrzebie składałem mamie Krzysztofa kondolencje podziękowałem jej za tak wspaniałego przyjaciela jakim był jej syn.
I patrzcie państwo co za niesprawiedliwość, mija kolejny dzień a Ptaku wciąż nie żyje.
 
 
Autor: Wielki Brat Publikacja:GCI    powrót
2007-03-19 14:06:40
 

 
Instytucje, fundacje...
Firmy naszego miasta i gminy...

Media...

   Copyright