|
|
|
|
|
|
| |
Rozmowa z Józefem Grzegorzem Kurkiem – burmistrzem Mszczonowa.
- Ogary poszły w las, a wiadomość w Polskę. 24. kwietnia za pośrednictwem „Rzeczpospolitej” Polacy dowiedzieli się, że według hiszpańskiej firmy Ineco-Sener, która pomaga rządowi w wyborze najlepszej lokalizacji dla nowego międzynarodowego portu lotniczego, najlepszym terenem na tę inwestycję są obszary między Żyrardowem a Puszczą Mariańską czyli lokalizacja mszczonowska. Jak pan przyjął tę wiadomość?
- Nie byłem zaskoczony, spodziewałem się takiej decyzji. Wierzyłem ,że wygramy od momentu pierwszej u mnie wizyty ekspertów hiszpańskich i zadawanych wówczas przez nich pytań. Powiem więcej, ja od początku naszych starań o lotnisko wierzyłem konsekwentnie, że najważniejsze przy wyborze lokalizacji lotniska atrybuty są po naszej stronie. Były jednak i trudne chwile, kiedy wydawałem się jedynym, wierzącym w przychylne dla nas rozwiązanie człowiekiem. Ile w trakcie tych kilkuletnich zmagań przeżyłem i straciłem nerwów, wolę nie mówić. Inwestycja w port lotniczy ma być największą krajową inwestycją najbliższego dziesięciolecia i dlatego tutaj argumenty merytoryczne zbyt często mieszały się z politycznymi. Do wygrania była przecież wielka sprawa.
- Ta polityka dała znać ponoć już na starcie starań Mszczonowa o lotnisko?
-Kilka lat temu na forum samorządowym konwentu prezydentów, burmistrzów i wójtów woj. mazowieckiego ówczesny wiceminister Andrzej Piłat ogłosił, że rząd musi wybudować nowe międzynarodowe lotnisko w pobliżu Warszawy i oczekuje od samorządów propozycji dla jego lokalizacji. Te słowa w Mszczonowie potraktowaliśmy poważnie. Sprawdziliśmy, czy mamy odpowiednie tereny. Poradziliśmy się ekspertów, czy te tereny się nadają pod budowę portu lotniczego. Odpowiedzi były pozytywne, więc postanowiliśmy powalczyć o tę inwestycję, która zmieniłaby radykalnie obraz nie tylko Mszczonowa ale również Żyrardowa i innych przyległych miejscowości. Jako przykład i drogowskaz mieliśmy zaprzyjaźniony z nami niemiecki 40. tysięczny Erding, gdzie funkcjonuje lotnisko dla Monachium i bezrobocie w mieście wynosi około 2 proc. Odpowiedni wniosek złożyliśmy w ministerstwie i niemal natychmiast otrzymaliśmy od A. Piłata odpowiedź, że lokalizacja nasza jest zła i nie ma najmniejszych szans powodzenia.
- Ten cios na starcie nie powalił was. Mszczonów zaczął walczyć i...?
- To nas zdenerwowało i zmobilizowało jednocześnie. Wyczuwaliśmy jakieś podskórne polityczne działanie, bo konkurentów do lotniska zgłosiło się wielu. Chcąc jakoś zneutralizować polityczny lobbing, zacząłem się domagać powołania niezależnego zespołu ekspertów, który oceniłby merytorycznie poszczególne kandydatury i wskazał najlepsze. Sojusznika znalazłem w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego i w końcu ministerstwo też uległo. Powołano międzyresortowy zespół do oceny poszczególnych, zgłoszonych kandydatur.
- O ile dobrze pamiętam ten zespół już na początku pana zaskoczył in minus. Czym konkretnie?
- Przygotowaliśmy na posiedzenie komisji specjalną prezentację oferty mszczonowskiej i ku zaskoczeniu ci eksperci zamiast pytań o konkrety dotyczące spraw lotniska, zapytali mnie dlaczego tak bardzo chcemy tego lotniska, po co nam ono, skoro i tak jesteśmy już bogatą gminą. Wtedy wpadłem na pomysł i powiedziałem im, że jesteśmy jakby zwierciadlanym odbiciem Erding, przytoczyłem wszystkie argumenty porównawcze. O dziwo zgodzili się ze mną. To jednak był dopiero początek drogi. Komisja przesłuchiwała wszystkich kandydatów, a w prasie ogólnopolskiej i innych mediach trwał zmasowany lobbing na rzecz Modlina, Babska czy Sochaczewa. Towarzyszyła temu z reguły zawsze krytyka Mszczonowa. Dlaczego? Bo my nie kupowaliśmy materiałów reklamowych w prasie. Pamięta pan wizytę dziennikarza jednej z ogólnopolskich gazet w Mszczonowie i jego drwiny z budynku urzędu. Oni sugerowali wtedy niedwuznacznie, żeby u nich kupić pozytywny artykuł, a ja się nie zgodziłem.
- Jak w takim razie lobbowaliście, skoro międzyresortowa komisja po miesiącach analiz ostatecznie zakwalifikowała do finałowej rozgrywki jednak Mszczonów oraz Modlin?
- Wybraliśmy inną niż konkurenci metodę. Nazwałbym ją amerykańską. Polegała na precyzyjnym uderzaniu w cel. Nie walczyliśmy z przeciwnikami tylko pokazywaliśmy swoje argumenty aż do bólu i przekonywaliśmy decydentów. Międzyresortowa komisja mimo wywieranych na nią politycznych nacisków nie dała się złamać i zakwalifikowała do finału Modlin oraz Mszczonów. Modlin – moim zdaniem - był finalistą politycznym.
- Co się działo dalej. Dlaczego pojawili się później eksperci z Hiszpanii?
- Do wyłonienia najlepszej lokalizacji potrzebne teraz było zrobienie studium wykonalności sporządzone przez zespół niezależnych profesjonalistów. Przetarg ogłoszony przez rząd wygrała firma hiszpańska. Ich werdykt znamy. Teraz ruch jest po stronie rządu. Trzeba działać, przyjąć harmonogram, nie dać się konkurencji innych lotnisk z krajów ościennych. Mszczonów na dziś jest usatysfakcjonowany, bowiem w pewnym sensie wygraliśmy najtrudniejszą walkę o największą inwestycję w kraju.
Rząd raczej nie może teraz wskazać innego miejsca na lokalizację nowego lotniska, ale może powiedzieć, że nie ma tych ogromnych pieniędzy na jego budowę i odłożyć sprawę ad acta?
- Od tej inwestycji jako kraj nie uciekniemy, chociaż Warszawa niezbyt chętnie pozbędzie się swego Okęcia i takie sygnały wysyła. Tutaj jednak pana i czytelników zaskoczę. Na nowy terminal lotniczy dla stolicy z lokalizacją w okolicach Mszczonowa, obliczony na 50 mln pasażerów rocznie, nie trzeba wykładać wcale dużo własnych, budżetowych pieniędzy. Ze środków unijnych można tę inwestycję przygotować, a dalej wykorzystać istniejące międzynarodowe grupy kapitałowe, gotowe terminal sfinansować. Takie grupy istnieją i kilka z nich już zgłaszało mi gotowość sfinansowania naszego lotniska.
- Lotnisko to hit numer jeden. Po Żyrardowie chodzi jednak druga elektryzująca ludzi wieść, że Mszczonów otrzymał właśnie z UE pieniądze na budowę basenów termalnych. Prawda to czy fałsz?
- Nasze kąpielisko termalne forsowaliśmy jako inwestycję makroregionalną, jako jedyne kąpielisko z wykorzystaniem posiadanych wód termalnych w centrum Polski. Sprawa jego dofinansowania z funduszy UE jest na dobrej drodze, ale jeszcze w trakcie załatwiania. Wniosek przeszedł pozytywnie już przez panel ekspertów i komitet sterujący – dwa decydujące organy. Czekamy teraz tylko na decyzję akceptacyjną zarządu województwa mazowieckiego.
- Z budową pomnika Papieża Jana Pawła II też podobno jesteście na finiszu?
- Tak. Jego uroczyste odsłonięcie jest zaplanowane w Mszczonowie na niedzielę 28 maja. Tutaj chciałbym serdecznie podziękować naszym radnym, którzy osobiście w sprawie pomnika kwestowali po domach mieszkańców gminy i zebrali potrzebne na zakup pomnika pieniądze. Wiele prac przy instalacji monumentu i porządkowaniu jego otoczenia wykonali społecznie nasi rzemieślnicy.
- Za kilka tygodni czeka nas X jubileuszowy Jarmark Mszczonowski. Jakie będzie miał atrakcje?
-Atrakcji tradycyjnie nie zabraknie. Zrezygnowaliśmy w tym roku ze sztucznych ogni na rzecz tańczących fontan, będących synchronizacją klasycznej fontanny, muzyki i światła. Na jarmarku wystąpią różne zespoły z gwiazdą muzyki cygańskiej Don Wasylem na czele. Natomiast gwiazdą wieczoru będzie znana w całej Europie i nie tylko, będąca na topie włoska piosenkarka, śpiewająca po francusku Ingrid. Już dziś serdecznie zapraszam wszystkich do Mszczonowa w sobotę 3 czerwca.
-Ponieważ sprawa lotniska jest najważniejszą informacją ze spraw poruszanych w tym wywiadzie, to zapytam na koniec, jakie ciekawe telefony pan burmistrz otrzymywał do opublikowaniu informacji o wygranej Mszczonowa przez „Rzeczpospolitą”?
-Otrzymałem bardzo dużo telefonów z gratulacjami z całej Polski.
Rozmawiał K. Ptaszyński
| |
| |
|
| gci |
powrót |
| 2006-05-15 09:57:56 |
|
|
|
|
|
|